piątek, 12 kwietnia 2013

7. Żegnajcie brązowe oczy.



Wrzuciła wszystkie swoje rzeczy do walizki, rozglądając się uważnie po pokoju, czy czasami przez przypadek nie zostawiła niczego. Na pierwszy rzut oka, wydawało się, że całkiem sprawnie poszło jej pakowanie, ale dopiero kiedy nadeszła kolej zapięcia zamka, okazało się, że problem jednak był. I to spory problem. Alicja westchnęła bezradnie, próbując usiąść na stawiającej jej opór klapie torby. Ten zabieg nie przyniósł jednak żadnego powodzenia. Postanowiła więc w miarę możliwości poukładać bałagan, który panował w środku, ale nawet to nie pomogło. Była niewyspana i wyjątkowo rozdrażniona, dlatego też kiedy kolejna próba zakończyła się niepowodzeniem, zaczęła głośno piszczeć i tupać nogami, czując jak łzy zbierając się w kącikach jej oczu. W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Otwarte! – krzyknęła łamiącym się głosem, zsuwając się z walizki na podłogę.
- Wszystko w porządku? Słyszałem krzyki i pomyślałem, że coś się stało – zaczął swoje tłumaczenie wysoki blondyn, który właśnie stanął w wejściu i z lekkim przerażeniem przyjął obraz dziewczyny pogrążonej w rozpaczy. Wyraźnie poczuł się zmieszany i zbity z tropu. Ala posłała mu puste spojrzenie, palcami przeczesując włosy, które nachalnie pchały się do oczu.
- Walizka nie chce się zamknąć – mruknęła ze łzami, wskazując ruchem głowy na powód swojego popsutego nastroju. Dawid parsknął śmiechem, chociaż za wszelką cenę próbował się hamować. Dziewczyna spojrzała na niego z wściekłością, rzucając wiązankę przekleństw pod adresem torby.
- Może pomogę? – zaproponował niepewnie, nie będąc chyba do końca pewnym jej reakcji. Zupełnie jakby się jej bał. Blondynka kiwnęła twierdząco głową, odsuwając się od przedmiotu swojego nieszczęścia i pozwalając chłopakowi zająć się tym. Nie minęło kilka sekund, a Kubacki z dumą malującą się na ustach, stanął na proste nogi i szczerząc szeroko zęby, wysunął przed siebie zapiętą walizkę. – Tadam! – zaprezentował w całej okazałości swoje dzieło, nie kryjąc zadowolenia.
- Dziękuję – odburknęła Ala, siadając na skraju łóżka i otarła twarz rękawem bluzy. Po chwili opuściła bezwiednie ręce wzdłuż tułowia, wpatrując się w chłopaka pozbawionym wszelkich uczuć spojrzeniem.
- Zawsze do usług! – odparł Dawid z uśmiechem. – Pomogę ci znieść ją na dół, bo do lekkich rzeczy to twój bagaż na pewno nie należy.
Wysunął plastikową rączkę i bez zbędnego czekania na jej reakcję, wyszedł z pokoju, kierując się prosto na klatkę schodową. Alicja z miną cierpiętnika westchnęła tylko bez przekonania, wiążąc włosy w kok na czubku głowy. Przerzuciła podręczną torebkę przez ramię i podążyła za blondynem. Ten dzień zapowiadał się dla niej koszmarnie.

*

Maciek wygrzebał z przedniej kieszeni walizki swoje ulubione słuchawki i podłączając je do telefonu, włączył ustawioną wcześniej playlistę. Wsunął je na głowę i sięgając po bagaż, wyszedł z pokoju. Kiedy zamykał drzwi, kątem oka dostrzegł, że i jego dotychczasowa sąsiadka również opuszczała swój. Najwyraźniej jednak nie zauważyła go, bo nawet nie spojrzała w tamtym kierunku, tylko od razu skierowała swoje kroki w stronę schodów. Chłopak przyspieszył więc nieco i już po chwili zrównał się z nią, spoglądając z uśmiechem z góry na dziewczynę. Alicja odwróciła się, ale to dziwne wykrzywienie ust na pewno nie można było zaliczyć do kategorii uśmiechu. Dodatkowo jej podkrążone oczy świadczyły o nieprzespanej nocy. Zsunął słuchawki na szyję.
- To cały twój ekwipunek? – zapytał radośnie, chcąc jakoś poprawić jej humor. Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami.
- Nie, Dawid zniósł mi torbę do hallu – wyjaśniła ponuro, nawet nie racząc na niego spojrzeć.
- Coś się stało?
Momentalnie pokręciła przecząco głową, zaciskając mocniej wargi. Ścisnęła dłonią pasek od torebki i jakby przyspieszyła kroku, wyprzedzając go. Ze schodów praktycznie zbiegła, zatrzymując się dopiero przy kanapie stojącej w rogu, na której siedział Kubacki z jej walizką. Maciek nie zamierzał jej już gonić, dochodząc do wniosku, że nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę z nim. Dlatego też, żeby się więcej nie narzucać, zajął miejsce po drugiej stronie korytarza, wygodnie rozsiadając się na skórzanej sofie. Ponownie założył słuchawki, podkręcając zdecydowanie głośność. Odchylił głowę i zamykając oczy, próbował odciąć się od otaczającej go rzeczywistości. Jednak pewne reakcje były od niego niezależne i co jakiś czas zerkał kątem oka w kierunku dziewczyny, która ze skrzyżowanymi rękami siedziała wciąż w tym samym miejscu, pustym wzrokiem wpatrując się przed siebie. Poprawił się na kanapie, zakładając nogi na siebie.
- Cześć Maciuś! – pisnęła podekscytowana Ewa, przekrzykując nawet płynącą głośno ze słuchawek muzykę. Zsunęła je z jego uszu i ustawiając odpowiednio aparat, zrobiła mu zdjęcie. Kot nawet nie zdążył zareagować, by schować się za swoją dłonią i przesłonić jej obiektyw.
- Zwariowałaś! – obruszył się, kiedy lampka błyskowa poraziła go. Odwrócił się do dziewczyny plecami, ponownie zakładając słuchawki. Spojrzał jednak po chwili za siebie na wciąż uśmiechającą się żonę przyjaciela. Nie miał pojęcia, skąd brała tyle optymizmu do życia.
- Oj Skarbie, nie gniewaj się – jęknęła z udawanym smutkiem, głaszcząc go po ramieniu. Maciek odsunął się jeszcze dalej, na co Ewa wpadła w głośny śmiech i pokręciła z dezaprobatą głową, dając mu już spokój. Odetchnął z ulgą, kiedy odeszła od niego, na kolejną swoją ofiarę obierając sobie biednego i nieświadomego zagrożenia Krzysia. Miętus był jednak typem człowieka bezkonfliktowego, dlatego nawet nie raczył zareagować, kiedy stał się celem jej sesji zdjęciowej. Maciek zaśmiał się pod nosem, podziwiając cierpliwość kolegi. Skupił się tak na tej dwójce, że nie zauważył, jak Alicja podeszła do niego.
- Przyszłam się pożegnać, zaraz przyjedzie mój transport – powiedziała oschle, wyciągając do niego dłoń. Początkowo nie wiedział, jak się zachować, ale kiedy otrząsnął się, ujął jej rękę, ściskając ją delikatnie.
- Miło było poznać – odparł, przesuwając się na tyle, aby zrobić jej miejsce na sofie. Blondynka usiadła, zdejmując z szyi szalik.
- Przepraszam za moje zachowanie, chyba się nie wyspałam – mruknęła z wyraźną skruchą w głosie, wciąż wpatrując się w czarnowłosego.
- Nie da się ukryć, ale rozumiem, już za mną tęsknisz i stąd ten podły nastrój – powiedział z uśmiechem, co Alicja skwitowała tylko oskarżycielskim spojrzeniem, ale za chwilę sama się uśmiechnęła. Pierwszy raz tego ranka.
- Wybacz, nie przywiązuję się do ludzi, a co za tym idzie, rzadko za nimi tęsknię – odszepnęła cicho, mrugając do niego okiem. – Poza tym to pewnie nasze ostatnie spotkanie, więc nie będziesz musiał mniej już nigdy więcej oglądać, podobnie jak resztę swoich przelotnych znajomości.
- Nigdy nie mów nigdy – odpowiedział, unosząc delikatnie brwi do góry. Dziewczyna zaśmiała się, przymykając na chwilę oczy.
- Maciej, Maciej. Powodzenia.
Poklepała go po kolanie i posyłając ostatnie krótkie spojrzenie, podniosła się i ruszyła w stronę głównego wyjścia, gdzie właśnie podjechał samochód, na który zapewne czekała. Czarnowłosy nie spuścił ani na moment z niej swojego wzrok, aż do chwili kiedy drzwi ciemnego wozu zamknęły się z tłumionym trzaskiem i auto odjechało. Dopiero donośny głos Łukasza o zbiórce przy recepcji sprowadził go z powrotem na ziemię. Poruszył się nerwowo, spoglądając pustym wzrokiem w przestrzeń przed sobą. Potrząsnął lekko głową, mierzwiąc palcami włosy i kiedy sięgał po torbę, zauważył leżący obok niego szalik. Odruchowo spojrzał za szklane drzwi wejściowe hotelu, ale na podjeździe już dawno nie było nikogo. Niepewnie rozejrzał się dookoła i bez zastanowienia sięgnął po zgubę, chowając ją do plecaka.

*

Cisza, spokój, własne łóżko, ulubiona poduszka. Tego właśnie było jej potrzeba po tych męczących dwóch dniach w ciągłym pośpiechu. W końcu bez żadnych hałasów za ścianą mogła odpocząć. Padła jak nieżywa na łóżko, wbijając nieobecny wzrok w jasny sufit. Chciała całkowicie zresetować umysł i bez żadnych obciążeń po prostu zasnąć, bo czuła jak powieki same jej się zamykały. Przetarła palcami zmęczone oczy, ziewając głośno. Po chwili przyjęła pozycję siedzącą z utęsknieniem spoglądając w kierunku lodówki, jakby liczyła że mleko, które się tam znajdowało, samo do niej przyjdzie. Z ogromną niechęcią podniosła się i zrzucając z siebie bluzę, wyjęła z szafki kubek, nalewając do niego zbawiennego napoju. W drodze powrotnej do łóżka postanowiła jeszcze tylko sprawdzić szybko pocztę, mając nadzieję, że Bartek napisał do niej z informacją, że jutro miała wolne. Niestety, poza stertą spamu nic ciekawego nie przyszło. I już miała wyłączyć komputer, kiedy rozległ się krótki sygnał, świadczący o nowej wiadomości.
- Teraz to już naprawdę jakiś żart! – syknęła do siebie, rozglądając się nerwowo po pokoju, jakby miała za chwilę natrafić na jakąś ukrytą kamerę. – Łukasz miał twoją wizytówkę, dlatego też pozwoliłem sobie napisać wiadomość na podany na niej adres. Proszę nie brać mnie za jakiegoś nachalnego prześladowcę, nic z tych rzeczy. Mam twój szalik, który nieopatrznie zostawiłaś dziś z rana i jeśli podasz mi adres na który mogę go odesłać, chętnie to uczynię. Spokojnego wieczoru życzę, M. Kot.
Z wrażenia prawie opluła monitor, odstawiając dla bezpieczeństwa kubek z mlekiem na większą odległość. Przetarła usta wierzchem dłoni, bezmyślnie wpatrując się w migający ekran. Mimowolnie sięgnęła ręką w stronę szyi, orientując się, że rzeczywiście czegoś jej brakowało. Delikatnie przygryzła wargę, nie będąc pewną, co w tej sytuacji powinna zrobić. Krótką chwilę dumała nad całym tym wyjątkowo niezręcznym zajściem, które po raz kolejny skazywało ją na utrzymywanie kontaktu z Maćkiem. Prawdę mówiąc wspomniany szalik był jednym z jej ulubionych, ale przecież potrafiłaby bez niego żyć. Kliknęła Odpowiedz.
- Nie jest to tak, że nie umiałabym egzystować bez mojego ulubionego szalika, ale skoro oferujesz swoją pomoc, skorzystam. Mam jednak cichą nadzieję, że nie wykorzystasz tej informacji, aby pewnej ciemnej nocy przybyć do mojego mieszkania i mnie z zimną krwią poćwiartować, a szczątki wrzucić do Odry.
Sama zaśmiała się pod nosem, czytając swoją wiadomość. Dodała na końcu adres i podpisała się, wysyłając maila. Spojrzała jeszcze raz na wcześniejszą korespondencję i kręcąc obojętnie głową, zamknęła laptopa.

*

- Kto to jest Alicja Kozłowska? – krzyknął z pokoju Jakub, kiedy Maciek brał właśnie prysznic. Młodszy z braci aż zastygł w bezruchu na sam dźwięk nazwiska dziewczyny i nie zastanawiając się zbyt długo, wyskoczył z kabiny, o mały włos nie przewracając się na mokrej posadzce. Owijając się pierwszym z brzegu ręcznikiem, wybiegł jak oparzony, kierując się prosto do swojego pokoju. Kiedy dostrzegł brata przy swoim laptopie, aż poczerwieniał ze złości. Jednym, sprawnym ruchem zrzucił go z krzesła, co Kuba opłacił mocno bolącym pośladkiem.
- Nie nauczyli cię, że cudzych korespondencji się nie czyta?! – podniósł zdenerwowany głos, śląc w kierunku wciąż okupującego podłogę Kuby zawistne spojrzenie.
- Uspokój się – odparł starszy, masując sobie pulsujące z bólu miejsce. Przewrócił ostentacyjnie oczami, klepiąc z dość dużą siłą Maćka w ramię w ramach odwetu. – Chciałem coś sprawdzić i akurat w okienku pojawiło się, że przyszła wiadomość – wyjaśnił ze skwaszoną miną.
- I oczywiście musiałeś sprawdzić.
- No i oczywiście musiałem sprawdzić – Kuba zaczął go przedrzeźniać, ale widząc obruszoną minę brata, zaczął się głośno śmiać. Maciek westchnął tylko bezradnie, wskazując ręką drzwi.
- Możesz już iść – poradził mu, nie mogąc już dłużej znieść tego głupkowatego śmiechu.
- Dopiero jak mi powiesz kto to jest. Po twojej reakcji na jej osobę, nie wyjdę stąd dopóki mi wszystkiego nie opowiesz – zarządził hardo Kuba i z wysoko uniesioną głową, przysiadł się na skraju łóżka, niecierpliwie wyczekując na relację brata. Maciek zdjął laptopa z biurka, tak aby brat nie mógł odczytać maila, którego właśnie otworzył. Kiedy tylko kliknął na wiadomość i ją przeczytał, zaczął się podejrzliwie uśmiechać do monitora, co nie uszło uwadze starszego z Kotów. Czarnowłosy jednak totalnie go ignorował, całą swoją uwagę skupiając na treści tej krótkiej odpowiedzi.
- Ładna? – zapytał Kuba, a podstępny uśmiech przebiegł przez jego twarz. Znał go na tyle, że doskonale wiedział, kiedy wykorzystać jego zadumanie, aby wyciągnąć istotne dla siebie informacje.
- Ładna – odpowiedział bez zastanowienia Maciek, a kiedy brat klasnął w ręce w geście zwycięstwa, chłopak zdał sobie sprawę z tego, co właśnie powiedział. Popatrzył na rozradowane oblicze Kuby, który ciesząc się jak małe dziecko, wstał z łóżka i podszedł do niego.
- Tylko się nie zakochuj! – polecił mu z pełną powagą, głosem przepełnionym rodzicielskim rozkazem. Zaraz jednak się głośno roześmiał i poklepał go po ramieniu, zostawiając samego w pokoju. Maciek odprowadził go nieco zbitym z tropu spojrzeniem, w pamięci przywołując identyczne słowa, które usłyszał od Alicji.
- Ja się nie zakochuję – mruknął pod nosem z niezadowoleniem, momentalnie zamykając klapkę komputera. Doszedł go jeszcze stłumiony śmiech brata, ale nie zamierzał tego w żaden sposób komentować.



***
Ach, wszystkie zaległości postaram się nadrobić jak najszybciej to możliwe! Jak o kimś niechybnie zdarzyło mi się zapomnieć, niech da znać! :)
Przygotowywanie hucznej imprezy urodzinowej kochanej mamusi pochłania tak wiele czasu!! Nie polecam! :))