środa, 1 maja 2013

11. Czuję jak to pali, stoję stanowczo za blisko.



Z niesamowicie precyzyjną uwagą przyglądała się swoim pomalowanym na wściekły róż paznokciom, próbując jakoś zająć czas na spotkaniu z szefostwem działu. Paweł, jej bezpośredni przełożony jak zwykle opowiadał jakim to wspaniałym zespołem byli i cieszył się, że miał możliwość współpracy z tak perspektywiczną i pełną wspaniałych pomysłów grupą. Ala znała te przemowy niemal na pamięć, bo co miesiąc kierował do nich te same słowa. I gdyby nie serwowane tam przepyszne ciasteczka z bitą śmietaną, to z pewnością udawałaby jakąś okropnie zaraźliwą chorobę, byle tylko wymigać się od godzinnego przynudzania swojego menedżera. Chwilowo była tak pochłonięta obserwowaniem lakieru na swoich dłoniach, że nie odnotowała momentu, kiedy Paweł zakończył spotkanie, dziękując zgromadzonym za przyjście i dopiero gwałtowne szuranie krzeseł sprawdziło blondynkę na ziemię. Aż podskoczyła na krześle, zbierając ze stołu przygotowane wcześniej raporty z działalności firmy. Już zapinała teczkę i chciała pospieszenie opuścić biuro, kiedy mężczyzna zatrzymał ją.
- Mam do ciebie sprawę – rzekł stanowczym głosem, przytrzymując ją lekko za ramię. Alicja rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu, błagalnym wręcz wzrokiem spoglądając za grupką pozostałych współpracowników, którzy już mieli wolne. Uśmiechnęła się do Pawła niechętnie, wracając na wcześniejsze miejsce.
- Słucham – westchnęła, nie kryjąc rozczarowania i bezradnie ułożyła ręce na blacie szklanego stołu.
- W weekend w Szczecinie organizowany jest charytatywny turniej siatkarski, będą też nasi skoczkowie, więc jako główny ich sponsor wpadliśmy na pomysł, aby wystawić własną drużynę, ale potrzebujemy dwie dziewczyny i dlatego też chciałem ci zaproponować miejsce w naszej ekipie – wyjaśnił dokładnie, szczerząc się przy tym szeroko z wielką dumą, jakby jego uśmiech miał przekonać Alkę do podjęcia właściwej decyzji. Ona patrzyła przez chwilę na niego obojętnie.
- Nie.
- Jak to nie? – zapytał zbity z tropu Paweł, a łagodny dotąd wyraz twarzy momentalnie się zmienił.
- No po prostu, nie – odparła spokojnie, wzruszając ramionami.
- Świetnie poradziłaś sobie z ich kampanią, więc myślałem, że potraktujesz to jako doskonałą nagrodę za ciężką pracę.
- Miło, że pomyślałeś o mnie, ale nie mogę. Po pierwsze mam obronę pracy magisterskiej na głowie, po drugie nie jestem w dobrej formie fizycznej, po trzecie … - zamyśliła się na chwilę, bo żaden racjonalny powód nie przychodził jej do głowy, mimo że tak desperacko próbowała coś wymyślić i improwizować przed przełożonym.
- Ok, ok – powiedział ze smutkiem, unosząc lekko ręce w geście poddania się.
- Wybacz, mogę już iść?
Paweł kiwnął tylko bez przekonania głową i pozwolił jej opuścić swoje biuro. Alicja posłała mu jeszcze na odchodne przepraszający uśmiech, ale chyba nie poprawiła mu tym humoru, bo był wyraźnie zawiedziony jej decyzją. Nawet przed samą sobą nie chciała przyznać się do tego, że tak naprawdę powód odmowy był zupełnie inny. Po całym urodzinowym zajściu z Maćkiem starała się ograniczać ich kontakt do zera, a kolejne wspólne spotkanie nie wyszłoby nikomu na dobre. Nie była do końca przekonana o jego intencjach, nie znała go na tyle, aby móc to ocenić, ale czuła, że im szybciej ich drogi miały się rozejść, tym lepiej dla nich obojga. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowała, było dziwne, urojone uczucie ze strony Kota.

*

Maciek otarł ręcznikiem mokrą twarz, po której natarczywie spływały niewielkie kropelki potu. Wziął spory łyk napoju energetycznego, uzupełniając tym samym stracone przy tak dużym wysiłku fizycznym składniki odżywcze. Zmęczonym wzrokiem rozejrzał się po hali wypełnionej do ostatniego miejsca kibicami, bo atmosfera jak zwykle była na najwyższym światowym poziomie. Musiał także przyznać z pełną szczerością, nawet przed samym sobą, że tegoroczne cheerleaderki na meczu gwiazd były wyjątkowo urodziwe. Zdawał sobie sprawę, że cała ta gra miała na celu coś zupełnie innego, nieco bardziej głębszego, ale nie potrafił tak po prostu przejść obojętnie obok prezentujących swoje wdzięki dziewcząt.
- Może skupiłbyś się na siatkówce! – Kuba pacnął go dłonią w głowę, kiedy po raz kolejny jego wzrok wędrował za schodzącymi z parkietu tancerkami. Maciek posłał mu wściekłe spojrzenie, rzucając ręcznikiem w jego stronę.
- Skarb zarzuca sieci – wtrącił się do rozmowy roześmiany Dawid, zakładając przepaskę na swoje dłuższe włosy. Podskoczył kilka razy w miejscu, rozgrzewając mięśnie. I na niego Maciek spojrzał z ukosa, śląc krótkie, aczkolwiek piorunujące spojrzenie.
- W sumie ta jedna niczego sobie – dodał z uznaniem Krzyś, przyglądając się ukradkiem najniższej z dziewcząt. Młodszy Kot mrugnął do niego okiem, sugestywnie poruszając brwiami. Chyba tylko on go w tej chwili rozumiał.
- Do roboty panowie, na przyjemności przyjdzie czas później! – ponaglił ich wszystkich podnoszący się z ławki Piotrek, wypychając skupionych na dziewczęcych ciałach chłopców. Maciek dostrzegł jak brunetka w kręconych włosach uśmiechała się zalotnie do niego, lekko przygryzając dolną wargę. Posłał w jej stronę krótkie spojrzenie, a prawie niezauważalny uśmiech przemknął przez jego twarz. Dziewczyna momentalnie poczerwieniała na policzkach, spuszczając nieco speszony wzrok. Czarnowłosy zaśmiał się cicho, mając przeczucie, że ten nadchodzący wieczór zapowiadał się wyjątkowo miło. Zerknął jeszcze raz w stronę nieznajomej brunetki, a kiedy i ona spojrzała, uśmiechnął się tajemniczo, wracając na boisko.

*

Potrzebował tej krótkiej chwili zapomnienia i odprężenia, choć nawet nie zauważył jak pierwsze, nieśmiałe cześć ze strony brunetki i to niepewne, choć bardzo kuszące spojrzenie w niewielkim korytarzyku przed szatnią, zamieniło się nagle w jej hotelowy pokój. Kiedy opadł wycieńczony na poduszkę, nawet nie raczył spojrzeć na leżącą tuż obok dziewczynę. Tak naprawdę nie pamiętał już, jak miała na imię, ale jakoś szczególnie ten fakt nie zaprzątał jego myśli. Jak zwykle. Jego celem była dobra zabawa i rozładowanie napięcia, a dzięki niej osiągnął to bez większego trudu. Przekręcił się na plecy i podsunął rękę pod głowę, spoglądając pustym wzrokiem na malujący się za oknem obraz nocnego miasta. Westchnął po chwili obojętnie i sięgnął po swoje rzeczy, porozrzucane na podłodze.
- Już idziesz? – zapytała z odrobiną rozczarowania w głosie dziewczyna, delikatnie sięgając dłonią do jego nagiego ramienia. Przesunęła opuszkami palców po skórze, przyglądając się mu bacznie. Kątem oka spojrzał na nią, uśmiechając się nieznacznie. Zlustrował całą jej sylwetkę, okrytą jedynie cienkim materiałem prześcieradła i wsunął na siebie koszulkę. – Do zobaczenia – mruknęła, a w tonie jej głosu dało się wyczuć błagalną nutkę, jakby pragnęła by do niej wrócił. Kiwnął na pożegnanie głową i nie wypowiadając nawet jednego słowa, wyszedł z jej pokoju, pozostawiając po sobie tylko miłe wspomnienie. Zmierzwił palcami włosy, przeszukując tylną kieszeń w celu odnalezienia klucza do pokoju. Miał cichą nadzieję, że Kuba już dawno spał i nie czekał na niego z umoralniającym kazaniem, którego nie miał ochoty wysłuchiwać. Bardzo powoli otworzył drzwi, uważając by żaden niespodziewany ruch nie zdradził jego skradania się. Z wielką uwagą stawiał każdy kolejny krok. Po omacku trafił do łóżka, po drodze zdejmując z siebie zbędne odzienie, a buty rzucając gdzieś w ciemny kąt. Z ulgą wsunął się pod miękką pościel, momentalnie zamykając oczy.
- I tak wszystko wiem – usłyszał nagle lekko zachrypnięty głos brata, który właśnie przekręcił się na drugi bok. Maciek parsknął cicho w poduszkę, kręcąc głową. Bywały momenty, że troska jego brata rozbawiała go do granic możliwości, ale robił to w tak komiczny sposób, że trudno było się na niego gniewać dłużej niż pięć sekund.
- Dla zaspokojenia twojej ciekawości, było świetnie – odparł z delikatną złośliwością w głosie, ale kiedy Kuba westchnął obojętnie i nakrył się kocem aż po czubek głowy, młodszy Kot przewrócił się na drugi bok i wtulając policzek w puszystą poduszkę, momentalnie zasnął.

*

- Musimy ci znaleźć faceta! – zarządziła ochoczo Hanka, stawiając z hukiem szklankę pełną soku na stole. Kilka kropel rozlało się na blacie, ale ruda tylko wzruszyła ramionami, uśmiechając się serdecznie do Alicji. Delikatnie podmuchała zasychający na paznokciach lakier, odsuwając nieznacznie dłoń przed siebie i podziwiając efekty swojej żmudnej pracy.
- Nie zaczynaj – mruknęła Kozłowska w odpowiedzi, przewracając oczami. Sięgnęła po swój kubek z aromatyczną herbatą, napawając się przyjemnym ciepłem napoju. Potrzebowała chwili odpoczynku po ciężkim dniu w pracy, ale najwyraźniej przyjaciółka miała w planach coś zupełnie innego. Planowanie jej jakże wspaniałej przyszłości.
- Co nie zaczynaj? Co nie zaczynaj? Należy ci się coś od życia! Korzystaj póki możesz – odparła zdecydowanie, zaciśniętą piąstką uderzając w swoją nogę. Była zdeterminowana i Ala dostrzegła to w jej jasnych oczach. Nie lubiła kiedy Hance włączał się nastrój opiekunki, bo zwykle trwał całą noc i nie sposób było jej odwieźć od szalonych pomysłów, które nie miały prawa nigdy zaistnieć.
- Masz swojego Michasia, więc na nim koncentruj wszystkie siły, ja sobie jakoś poradzę – poleciła spokojnie blondynka, przełączając kolejny kanał, w poszukiwaniu czegoś sensownego do oglądania. Poza kilkoma dennymi komediami, albo głupimi programami nie znalazła nic, co przykułoby jej uwagę. Kątem oka dostrzegła, jak przyjaciółka wściekała się na tę jej totalną obojętność.
- No ale przecież ten cały Maciej to wydaje się być sensownym człowiekiem, co prawda zaczęliście znajomość tak jakby od końca, ale nie zmienia to faktu, że można byłoby spróbować – Hania dokładnie przeanalizowała całą ich sytuację, gestykulując przy tym żywo i z pełną powagą spoglądając na dziewczynę. Ala posłała jej litościwe spojrzenie i pokręciła obojętnie głową.
- Ale ja …
- Tak, tak! – przerwała jej momentalnie, unosząc wyżej dłoń. Wzięła głębszy oddech i lekko potrząsnęła głową, odgarniając włosy na plecy. – Wiem, że ty się do ludzi nie przywiązujesz, nie obdarzasz ich żadnymi uczuciami i przede wszystkim nie masz serca, którym mogłabyś kogoś pokochać, bo przecież miłość nie istnieje.
- Dokładnie – podsumowała z uśmiechem blondynka, nie mogąc wyjść z podziwu nad tym, jak dobrze Hania ją znała. Ruda załamała się już ostatecznie, próbując chyba upić się sokiem pomarańczowym, bo pochłonęła całą zawartość szklanki na raz.
- Jesteś głupia – bąknęła zrezygnowana, wzdychając głośno.
- Jakbyś była na moim miejscu, jestem przekonana, że też nie chciałabyś się do nikogo przywiązywać, bo wiedziałabyś, że to nie ma żadnego sensu – wytłumaczyła już zdecydowanie poważniej, a Hania zerknęła na nią z lekceważeniem.
- Nie możesz usprawiedliwiać tym swojej głupoty! – fuknęła obrażona, zakładając na piersi skrzyżowane ręce. Alicja zaczęła się śmiać i zbliżając się leniwie do dziewczyny, mocno ją objęła i przytuliła do siebie. Hanka początkowo broniła się, odsuwając się nieznacznie, ale szybko dała za wygraną, rzucając się na przyjaciółkę.

*

Przekręcała się z boku na bok, nie potrafiąc znaleźć odpowiednio wygodnej pozycji do spania. Ciągle coś jej przeszkadzało. Albo poduszka była za wysoko, albo za nisko, albo w ogóle była zbędna. Koc też nagle przestał być taki idealny, jakby się mogło wcześniej wydawać; raz za długi, chwilę później za krótki. Rozłożyła na całą szerokość obie ręce, rozkopując nogami nakrycie i z cichym westchnięciem spojrzała na sufit. Nagle panującą nocną ciszę przerwał wyjątkowo głośny w tamtej chwili dźwięk nadchodzącego połączenia. Alicja aż drgnęła, sięgając ręką po telefon.
- Słucham?
- Tu Paweł, obudziłem? – zapytał przesłodzonym głosem, a blondynka przymknęła tylko powieki, oddychając głęboko. Przez oczami miała już jego uroczą minkę i te mrugające do niej zielone oczka, którymi zwykle próbował ją czarować. Wiązanka siarczystych przekleństw cisnęła jej się gorączkowo na usta, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język, mocniej zaciskając wargi.
- Coś się stało?
- Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość – oznajmił z wyższością, a Alicja wyobraziła sobie jak w tej chwili wypiął dumnie pierś do przodu. – W weekend w Warszawie odbywa się mały bankiet, możesz już szykować kieckę!





***
Z dedykacją dla mojej partnerki w naszej małej tajemnicy! Si, si, Madelaine - dla Ciebie! :) 
I dziękuję za każde słowo! Każde! Jesteście wielcy!