Dłuższy czas trwała w tym przyjemnym stanie
zawieszenia między snem, a jawą, nie mając siły na otworzenie oczu. Dochodziły
do niej strzępy bodźców z zewnątrz, które jednak skutecznie jej mózg ignorował,
oddając się wciąż rozkoszy bujania w sennych marzeniach. Szum wody kołysał
zmysłami, a delikatne ciepło na policzku sprawiało, że uczucie błogiego
szczęścia rozlało się po całym jej ciele, niosąc zbawienne ukojenie i
odprężenie. Było jej tak dobrze, że nawet lekki podmuch porannego wiatru nie
zmusił jej do zmiany wygodnej pozycji. Gdy poczuła ciepłe palce, które
delikatnie zaczęły sunąć między kosmykami jej włosów, zamruczała cicho, mocniej
wtulając się w miarowo unoszącą się klatkę piersiową i wsłuchując się w
spokojnie wybijany rytm serca. Delikatny zapach męskich perfum, którym
przesiąknięta była koszulka sprawiał, że z jeszcze większą ochotą tuliła się do
miękkiego materiału. Zadrżała w momencie, kiedy po jej otulonym maćkową bluzą
ramieniu przewędrowała dłoń chłopaka, troskliwie głaszcząc je. Bardzo powoli
uniosła powieki, natrafiając wciąż zaspanym wzrokiem na wschodzące słońce. Delikatne
promienie poraziły ją momentalnie, dlatego szybko przymknęła oczy, wciskając
twarz między rękę a resztę ciała Maćka, chowając się tym samym przed
oślepiającym światłem. Poczuła jak Kot zaczął się śmiać, otulając ją jeszcze
mocniej.
- Dzień dobry – szepnął tak cicho, tak
radośnie, tak znowu tylko do niej, że momentalnie przyjemny dreszczyk przebiegł
wzdłuż jej pleców, a niezauważalny dla niego uśmiech pojawił się na jej
wciśniętych w koszulkę ustach. Nie umiała nazwać uczucia, które w tej właśnie
chwili towarzyszyło jej wraz z wypowiedzeniem przez niego tych dwóch, na pozór
prozaicznych, słów. Wiedziała tylko, że nigdy wcześniej coś takiego jej się nie
przydarzyło, a przez jej myśli przebiegł obraz codziennych poranków w jego
towarzystwie. Czy to było w ogóle możliwe? Czy takie coś spotykało ludzi?
Leniwie i niespiesznie podniosła się na
przedramieniu i ze zmierzwionymi w każdym możliwym kierunku włosami spojrzała
na niego, przez krótką chwilę uważnie przyglądając się jego rozespanej twarzy.
Ciemne oczy dokładnie śledziły każdy jej ruch, a lekko drżące palce odgarnęły z
czoła niesforne włosy, zaczesując je za ucho.
- Dzień dobry – odpowiedziała równie
cicho, posyłając mu ciepły uśmiech i delikatnie zmrużyła oczy, gdy wiatr po raz
kolejny rozwiał tak starannie ułożone przez Maćka kosmyki.
- Jak się spało? – zapytał i wciąż
uparcie próbował zapanować nad jej fryzurą, bawiąc się przy tym włosami. Alicja
westchnęła cicho, gdy przyłożył wyjątkowo ciepłą dłoń do policzka, kciukiem
delikatnie go głaszcząc.
- Pierwszy raz spałam na plaży – odparła
z powagą, nie spuszczając z niego wzroku. Chłopak uśmiechnął się uroczo,
obejmując ją ramieniem i przyciągnął ją ponownie do siebie. Nie protestowała,
bo bliskość jego ciała okazała się być wielkim ukojeniem. Bez słowa na nowo
wtuliła się w niego, podziwiając falujące w oddali morze.
- Dobrze, że w bagażniku miałem koc,
dzięki temu mogłaś przeżyć swój pierwszy raz na plaży – stwierdził nagle, a ona
mimo że nie mogła teraz go widzieć, była wręcz pewna, że w ten
charakterystyczny sposób poruszył brwiami, uśmiechając się zawadiacko.
- Jesteś taki wspaniały – mruknęła z
nutką ironii w głosie, ale zaraz się roześmiała, układając wygodnie dłoń na
jego brzuchu. Wskazującym palcem zaczęła na nim kreślić dziwne wzory,
zamyślonym wzrokiem podążając za wędrówką własnej ręki. Dopiero kiedy Maciek
złapał ją za nadgarstek i zsunął swoją dłoń na jej, wróciła do rzeczywistości.
Ich palce momentalnie splotły się ze sobą, zupełnie jakby od zawsze siebie
poszukiwały i w końcu los pozwolił im się spotkać.
Pierwsi miłośnicy porannych spacerów
przy wschodzie słońca pojawiali się na plaży, mijając ich z uśmiechem na
twarzy. Oni jednak zdawali się w ogóle nie reagować na to, co ich otaczało,
całkowicie i bez reszty skupiając się wyłącznie na sobie. Przez tych kilka
krótkich chwil cały świat przestał istnieć dla nich.
*
Alicja siedziała przy samym brzegu
morza, pozwalając by ożywczo chłodna woda oblewała jej stopy. Z jednej dłoni do
drugiej przesypywała garstkę piasku, z wielką uwagą i zainteresowaniem
obserwując przemieszczające się złote drobinki. Przyjemny, zimny wiatr wiejący
znad wody przynosił chwilową ulgę dla
jej narażonej na ostre promienie słońca skóry, która powoli przybierała
kolor dojrzałego buraczka. W takich chwilach przeklinała swoją jasną karnację. Nagle
tuż obok niej przysiadł się Maciek, trzymając w ręce dwie potężne kanapki.
- Proszę, smacznego – rzekł, wręczając
jedną z nich Alicji. Dopiero kiedy poczuła zapach warzyw i przypraw zamkniętych
w chrupiącej bułce, zrozumiała jak głodna była. Od wczorajszego popołudnia nie
miała praktycznie niczego w ustach.
- Mmmmmm, pycha – zamruczała z
przyjemnością, przeżuwając pierwszy kęs spóźnionego śniadania. Nie spojrzała
jednak na Kota, bo doskonale wyczuwała to dziwne napięcie, które między nimi
się wytworzyło i które zwiastowało kolejny grad pytań z jego strony. Nie
chciała do tego wracać, bo samo powiedzenie prawdy było już dla niej
wystarczająco trudne i wyczerpujące. W tej chwili poza Hanką, Maciek był jedyną
osobą, która tak wiele o niej wiedziała, a przecież za wszelką cenę próbowała
ukryć przed całym światem swoją największą słabość. Skupiła więc uwagę na
próbie ujarzmienia ogromnej kanapki, gdy co jakiś czas kawałek ogórka wypadał z
pieczywa, byle tylko uniknąć konfrontacji z chłopakiem.
- Nie ma innego rozwiązania? – po
dłuższej chwili usłyszała jego stłumiony głos, przymykając na chwilę oczy z
cichym westchnięciem. Opuściła bezradnie ramiona, kręcąc bez przekonania głową.
Resztką sił zmusiła się do tego, aby na niego spojrzeć. Przyglądał jej się ze
strachem w oczach, jakby się lękał tego, jak mogła zareagować.
- Nie ma – odpowiedziała przez
zaciśnięte zęby, próbując mimo wszystko zapanować nad emocjami. Odwróciła od
niego wzrok, kierując go gdzieś przed siebie, na szerzące się przed nią morze.
Przypuszczała, że on tak szybko nie odpuścił jej tego, ale z drugiej strony
tliła się w niej mała nadzieja, że zrozumiał, iż nie miała najmniejszej ochoty
na rozmowę o tym, że umierała.
- Może trzeba poszukać innego lekarza,
innych leków …
Zaczął wyliczać, ale Alicja momentalnie
mu przerwała, układając z troską dłoń na jego ramieniu.
- Maciek, to nie ma sensu. Mój organizm
nie reaguje już na żadne leki, a możesz być pewny, że od ilości odwiedzonych
przeze mnie specjalistów robiło mi się niedobrze, a każdy miał dla mnie tę samą
informację. Przeszczep.
- Ale …
- Proszę, nie mówmy już o tym.
Ponownie odwróciła się od niego,
wysuwając twarz w stronę słońca. Odgarnęła za siebie włosy, zsuwając z nich
okulary na nos. Wciąż czuła na sobie przewiercające wskroś spojrzenie chłopaka.
- To trzeba zorganizować jak najszybciej
ten przeszczep! – oznajmił władczo, a Alicja zaśmiała się tylko pod nosem.
Pobłażliwie zerknęła na niego, posyłając pełne ciepła spojrzenie.
- Chyba nie rozumiesz pewnych rzeczy. To
nie jest nerka, szpik, czy kawałek wątroby, którą można pobrać od kogoś, nie
czyniąc mu zbyt wielkiej krzywdy. To jest serce, ktoś musi umrzeć, abym ja
nadal mogła żyć.
Kiedy skończyła, wstała bez słowa,
otrzepując ze spodenek piasek i ruszyła przed siebie. Wiedziała, że wyjawienie
prawdy wiązało się z tym, iż każdy chciał jej nagle pomagać. Doceniała
zaangażowanie Maćka, ale jednocześnie wiedziała, że nie mógł zrobić nic. Musiał
czekać razem z nią, bo tylko to jej pozostało. Czekanie na czyjąś śmierć.
Początkowo wierzyła, że regularne zażywanie leków, wizyty w szpitalach, co
miesięczne kontrole, czy zdrowy styl życia miały jej pomóc i sprawić, że
przeszczep okazałby się zbędny. Kiedy jednak tabletki przestały spełniać swoje
zadanie, zrozumiała, że mogła liczyć wyłącznie na cud. Postanowiła więc
korzystać z tego, co jej pozostało i spróbować żyć w miarę normalnie. Od
pewnego czasu dolegliwości stały się bardziej zauważalne i uciążliwe, szybko
męczyła się i nawet najprostsze czynności wiązały się z wielkim wysiłkiem.
Lekarz nie miał żadnych wątpliwości, przeszczep był jedynym i ostatecznym
ratunkiem.
- Alicja!
Odwróciła się za siebie, dostrzegając
jak Maciek podniósł się z piasku, podbiegając do niej. Zatrzymał się zaledwie
kilka centymetrów od jej twarzy, ręką obejmując ją w pasie. Przyciągnął gwałtownie
do siebie, tak że bezwładne ciało wpadło prosto w jego ramiona, zatracając się
w nich bez reszty. Kiedy znowu otulił ją mocno, a ona mogła usłyszeć każde
szaleńczo wybijane uderzenia jego serca, przymknęła oczy, by powstrzymać
cisnące się nachalnie łzy. Nigdy wcześniej nikomu nie pozwoliła się tak zbliżyć
do siebie i dopiero teraz, gdy wszystko wisiało na cienkim włosku, gotowe by
prysnąć jak mydlana bańka, zdała sobie sprawę, że to uczucie było dobre.
Odsunęła się od niego, zaszklonymi oczami spoglądając na zmartwione oblicze
chłopaka.
- Przepraszam – wyszeptała, z trudem
poruszając spierzchniętymi i drżącymi wargami. Dłonie Maćka oplotły delikatnie
jej szyję, a szczupłe palce subtelnie wodziły po rozpalonej słońcem skórze. Czuła
przeszywający dreszcz, który zdawał się przejmować kontrolę nad ciałem,
totalnie poddając je we władanie chłopaka. Została tak owładnięta jego
bliskością i dotykiem, że była w stanie zrobić wszystko, co tylko by zechciał.
Jej powieki mimowolnie opadły i wszystkie zmysły skupiły się wyłącznie na
zatrzymującym się na policzkach jego oddechu, gdy ponownie do niej się zbliżył.
Zacisnął dłonie na materiale jej koszulki, zmuszając tym samym Alę do
spojrzenia na siebie. Zadarła więc lekko głowę, obserwując jak zdecydowanie,
ale jednak z wielką delikatnością napierał na nią. Czubek nosa zahaczył o jej
policzek, a ciemne tęczówki zniknęły za przymkniętymi powiekami. Miała
wrażenie, że zaczynało brakować jej tchu, a świat wokoło wirował jak szalony.
Odruchowo uniosła ręce, zaciskając drżące palce na jego nadgarstkach i
próbowała odepchnąć go od siebie, jednak było w tym geście tak niewiele siły,
że Maciek nawet nie poczuł tego oporu.
- Nie pozwolę ci już odejść – wyszeptał
między kolejnym ciężkimi oddechami, na moment otwierając oczy. Przyjrzał się jej
z niezwykłą uwagą i kiedy nie dostrzegł żadnego sprzeciwu, ujął dłońmi twarz,
składając krótki, delikatny jak muśnięcie motyla pocałunek na policzku.
Zadrżała.
Mimo przymkniętych oczu, wyczuła, że się
odsunął, bo momentalnie ciepło bijące od niego znikło. Nie trwało to jednak
zbyt długo, bo już po chwili ponownie żar rozlał się po jej obliczu i kolejny
ciepły pocałunek znalazł swoje miejsce na drugim policzku. Nieświadomie
zachłysnęła się gorącym powietrzem.
- Ale ja nie mogę ci nic obiecać.
- Nie obiecuj, po prostu bądź, choćby
miało to trwać tylko krótką chwilę – odpowiedział z powagą, o którą go wcześniej
nie posądzała. Ich spojrzenia na nowo się spotkały i kiedy już nie wypowiadając
nawet jednego słowa, skinęła lekko głową i dostrzegła przebłysk uśmiech na jego
ustach. I wtedy zupełnie niespodziewanie stało się to, czego się tak bardzo
obawiała, ale na co tak długo gdzieś w głębi duszy czekała. Maciek pochylił się
nieznacznie i musnął najpierw lewy kącik jej ust, później prawy, by po chwili
najdelikatniej jak to było tylko możliwe połączyć się z lekko rozchylonymi
wargami dziewczyny. Na początku dotyk był ostrożny, umiarkowany, jakby próbował
dać jej jeszcze więcej czasu. Każde muśnięcie niosło ze sobą potężny pokład
uczuć, z którymi dotąd nie miała do czynienia i które do tej chwili wywoływały
u niej wyłącznie strach i przerażenie. Jednocześnie miała jednak głębokie
przekonanie, że to, co właśnie się działo, musiało być dobre, tym bardziej że nie
oczekiwał od niej niczego, liczyła się tylko ta jedna chwila. Gdy zorientowała
się, że Maciek odchylił się lekko, od razu otworzyła oczy i spojrzała na niego,
lekko rozbieganym wzrokiem wędrując po jego rozpromienionej twarzy. Była już
gotowa na wypowiedzenie kilku słów, ale chłopak momentalnie zamknął jej usta
kolejnym pocałunkiem. Tym razem było inaczej. To zbliżenie było bardziej
zdecydowane i zachłanne, przepełnione pasją i namiętnością. Łapczywie pragnął
tego, a ona wyraźnie poddała się jego urokowi. Gdy cicho jęknęła w krótkiej
ekstazie emocji, wyczuła jak jego usta ułożyły się w uśmiechu, nie zaprzestając
przyjemnych pieszczot. Instynktownie podniosła jedną rękę, wsuwając palce w
jego miękkie włosy, kiedy po raz kolejny jego słodki pocałunek nią zawładnął.
*
Jej nogi wygodnie spoczywały na desce
rozdzielczej maćkowego samochodu. Z rozmarzeniem wymalowanym na przemęczonej
twarzy spoglądała przez okno, po raz ostatni żegnając się z nadmorskim
krajobrazem, mimo że zmrok okrył już całą okolicę. Przyjechała tu sama, zagubiona
we własnym świecie, pozbawiona wszystkiego, a wracała z nową chęcią do
stawienia czoła wszelkim przeszkodom, jakie życie dla niej szykowało. Przyjemnie
było wiedzieć, że ktoś chciał się o nią zatroszczyć, nie biorąc i nie oczekując
w zamian nic. Momentami przyłapywała się na tym, że kiedy tylko przymykała
zmęczone powieki, to bała się je otwierać, by cały ten piękny sen nie odfrunął
w dal.
- Maciek? – zapytała cicho, a jej słaby
głos z trudem przebił się przez warkot i szum samochodowego silnika.
- Mhm? – usłyszała w odpowiedzi,
uśmiechając się momentalnie. Tak naprawdę nic od niego nie chciała, pragnęła
tylko upewnić się, że wciąż był obok.
- Nie, nic.
Jej radosny ton głosu sprawił, że
chłopak odwrócił na moment głowę, spoglądając na nią pytająco. Gdy nadal nic
nie mówiła, pochwycił jej dłoń i mocno ją objął, jakby i on się bał, że mogła
zaraz tak po prostu zniknąć.
Całą drogę do domu nie wypuścił jej już
ze swojego uścisku, nawet kiedy w pewnej chwili jej głowa osunęła się po
oparciu, a ona pogrążyła się w głębokim śnie. Z uśmiechem na twarzy.
*****
Będzie mi super miło, jeśli zechcecie wyrazić swoje zdanie w tej mini ankietce, która znajduje się tuż pod rozdziałem! Dziękować :)