czwartek, 6 czerwca 2013

17. Wszystko co wiem od wczoraj to to, że wszystko się zmieniło.


Dłuższy czas trwała w tym przyjemnym stanie zawieszenia między snem, a jawą, nie mając siły na otworzenie oczu. Dochodziły do niej strzępy bodźców z zewnątrz, które jednak skutecznie jej mózg ignorował, oddając się wciąż rozkoszy bujania w sennych marzeniach. Szum wody kołysał zmysłami, a delikatne ciepło na policzku sprawiało, że uczucie błogiego szczęścia rozlało się po całym jej ciele, niosąc zbawienne ukojenie i odprężenie. Było jej tak dobrze, że nawet lekki podmuch porannego wiatru nie zmusił jej do zmiany wygodnej pozycji. Gdy poczuła ciepłe palce, które delikatnie zaczęły sunąć między kosmykami jej włosów, zamruczała cicho, mocniej wtulając się w miarowo unoszącą się klatkę piersiową i wsłuchując się w spokojnie wybijany rytm serca. Delikatny zapach męskich perfum, którym przesiąknięta była koszulka sprawiał, że z jeszcze większą ochotą tuliła się do miękkiego materiału. Zadrżała w momencie, kiedy po jej otulonym maćkową bluzą ramieniu przewędrowała dłoń chłopaka, troskliwie głaszcząc je. Bardzo powoli uniosła powieki, natrafiając wciąż zaspanym wzrokiem na wschodzące słońce. Delikatne promienie poraziły ją momentalnie, dlatego szybko przymknęła oczy, wciskając twarz między rękę a resztę ciała Maćka, chowając się tym samym przed oślepiającym światłem. Poczuła jak Kot zaczął się śmiać, otulając ją jeszcze mocniej.
- Dzień dobry – szepnął tak cicho, tak radośnie, tak znowu tylko do niej, że momentalnie przyjemny dreszczyk przebiegł wzdłuż jej pleców, a niezauważalny dla niego uśmiech pojawił się na jej wciśniętych w koszulkę ustach. Nie umiała nazwać uczucia, które w tej właśnie chwili towarzyszyło jej wraz z wypowiedzeniem przez niego tych dwóch, na pozór prozaicznych, słów. Wiedziała tylko, że nigdy wcześniej coś takiego jej się nie przydarzyło, a przez jej myśli przebiegł obraz codziennych poranków w jego towarzystwie. Czy to było w ogóle możliwe? Czy takie coś spotykało ludzi?
Leniwie i niespiesznie podniosła się na przedramieniu i ze zmierzwionymi w każdym możliwym kierunku włosami spojrzała na niego, przez krótką chwilę uważnie przyglądając się jego rozespanej twarzy. Ciemne oczy dokładnie śledziły każdy jej ruch, a lekko drżące palce odgarnęły z czoła niesforne włosy, zaczesując je za ucho.
- Dzień dobry – odpowiedziała równie cicho, posyłając mu ciepły uśmiech i delikatnie zmrużyła oczy, gdy wiatr po raz kolejny rozwiał tak starannie ułożone przez Maćka kosmyki.
- Jak się spało? – zapytał i wciąż uparcie próbował zapanować nad jej fryzurą, bawiąc się przy tym włosami. Alicja westchnęła cicho, gdy przyłożył wyjątkowo ciepłą dłoń do policzka, kciukiem delikatnie go głaszcząc.
- Pierwszy raz spałam na plaży – odparła z powagą, nie spuszczając z niego wzroku. Chłopak uśmiechnął się uroczo, obejmując ją ramieniem i przyciągnął ją ponownie do siebie. Nie protestowała, bo bliskość jego ciała okazała się być wielkim ukojeniem. Bez słowa na nowo wtuliła się w niego, podziwiając falujące w oddali morze.
- Dobrze, że w bagażniku miałem koc, dzięki temu mogłaś przeżyć swój pierwszy raz na plaży – stwierdził nagle, a ona mimo że nie mogła teraz go widzieć, była wręcz pewna, że w ten charakterystyczny sposób poruszył brwiami, uśmiechając się zawadiacko.
- Jesteś taki wspaniały – mruknęła z nutką ironii w głosie, ale zaraz się roześmiała, układając wygodnie dłoń na jego brzuchu. Wskazującym palcem zaczęła na nim kreślić dziwne wzory, zamyślonym wzrokiem podążając za wędrówką własnej ręki. Dopiero kiedy Maciek złapał ją za nadgarstek i zsunął swoją dłoń na jej, wróciła do rzeczywistości. Ich palce momentalnie splotły się ze sobą, zupełnie jakby od zawsze siebie poszukiwały i w końcu los pozwolił im się spotkać.
Pierwsi miłośnicy porannych spacerów przy wschodzie słońca pojawiali się na plaży, mijając ich z uśmiechem na twarzy. Oni jednak zdawali się w ogóle nie reagować na to, co ich otaczało, całkowicie i bez reszty skupiając się wyłącznie na sobie. Przez tych kilka krótkich chwil cały świat przestał istnieć dla nich.

*

Alicja siedziała przy samym brzegu morza, pozwalając by ożywczo chłodna woda oblewała jej stopy. Z jednej dłoni do drugiej przesypywała garstkę piasku, z wielką uwagą i zainteresowaniem obserwując przemieszczające się złote drobinki. Przyjemny, zimny wiatr wiejący znad wody przynosił chwilową ulgę dla  jej narażonej na ostre promienie słońca skóry, która powoli przybierała kolor dojrzałego buraczka. W takich chwilach przeklinała swoją jasną karnację. Nagle tuż obok niej przysiadł się Maciek, trzymając w ręce dwie potężne kanapki.
- Proszę, smacznego – rzekł, wręczając jedną z nich Alicji. Dopiero kiedy poczuła zapach warzyw i przypraw zamkniętych w chrupiącej bułce, zrozumiała jak głodna była. Od wczorajszego popołudnia nie miała praktycznie niczego w ustach.
- Mmmmmm, pycha – zamruczała z przyjemnością, przeżuwając pierwszy kęs spóźnionego śniadania. Nie spojrzała jednak na Kota, bo doskonale wyczuwała to dziwne napięcie, które między nimi się wytworzyło i które zwiastowało kolejny grad pytań z jego strony. Nie chciała do tego wracać, bo samo powiedzenie prawdy było już dla niej wystarczająco trudne i wyczerpujące. W tej chwili poza Hanką, Maciek był jedyną osobą, która tak wiele o niej wiedziała, a przecież za wszelką cenę próbowała ukryć przed całym światem swoją największą słabość. Skupiła więc uwagę na próbie ujarzmienia ogromnej kanapki, gdy co jakiś czas kawałek ogórka wypadał z pieczywa, byle tylko uniknąć konfrontacji z chłopakiem.
- Nie ma innego rozwiązania? – po dłuższej chwili usłyszała jego stłumiony głos, przymykając na chwilę oczy z cichym westchnięciem. Opuściła bezradnie ramiona, kręcąc bez przekonania głową. Resztką sił zmusiła się do tego, aby na niego spojrzeć. Przyglądał jej się ze strachem w oczach, jakby się lękał tego, jak mogła zareagować.
- Nie ma – odpowiedziała przez zaciśnięte zęby, próbując mimo wszystko zapanować nad emocjami. Odwróciła od niego wzrok, kierując go gdzieś przed siebie, na szerzące się przed nią morze. Przypuszczała, że on tak szybko nie odpuścił jej tego, ale z drugiej strony tliła się w niej mała nadzieja, że zrozumiał, iż nie miała najmniejszej ochoty na rozmowę o tym, że umierała.
- Może trzeba poszukać innego lekarza, innych leków …
Zaczął wyliczać, ale Alicja momentalnie mu przerwała, układając z troską dłoń na jego ramieniu.
- Maciek, to nie ma sensu. Mój organizm nie reaguje już na żadne leki, a możesz być pewny, że od ilości odwiedzonych przeze mnie specjalistów robiło mi się niedobrze, a każdy miał dla mnie tę samą informację. Przeszczep.
- Ale …
- Proszę, nie mówmy już o tym.
Ponownie odwróciła się od niego, wysuwając twarz w stronę słońca. Odgarnęła za siebie włosy, zsuwając z nich okulary na nos. Wciąż czuła na sobie przewiercające wskroś spojrzenie chłopaka.
- To trzeba zorganizować jak najszybciej ten przeszczep! – oznajmił władczo, a Alicja zaśmiała się tylko pod nosem. Pobłażliwie zerknęła na niego, posyłając pełne ciepła spojrzenie.
- Chyba nie rozumiesz pewnych rzeczy. To nie jest nerka, szpik, czy kawałek wątroby, którą można pobrać od kogoś, nie czyniąc mu zbyt wielkiej krzywdy. To jest serce, ktoś musi umrzeć, abym ja nadal mogła żyć.
Kiedy skończyła, wstała bez słowa, otrzepując ze spodenek piasek i ruszyła przed siebie. Wiedziała, że wyjawienie prawdy wiązało się z tym, iż każdy chciał jej nagle pomagać. Doceniała zaangażowanie Maćka, ale jednocześnie wiedziała, że nie mógł zrobić nic. Musiał czekać razem z nią, bo tylko to jej pozostało. Czekanie na czyjąś śmierć. Początkowo wierzyła, że regularne zażywanie leków, wizyty w szpitalach, co miesięczne kontrole, czy zdrowy styl życia miały jej pomóc i sprawić, że przeszczep okazałby się zbędny. Kiedy jednak tabletki przestały spełniać swoje zadanie, zrozumiała, że mogła liczyć wyłącznie na cud. Postanowiła więc korzystać z tego, co jej pozostało i spróbować żyć w miarę normalnie. Od pewnego czasu dolegliwości stały się bardziej zauważalne i uciążliwe, szybko męczyła się i nawet najprostsze czynności wiązały się z wielkim wysiłkiem. Lekarz nie miał żadnych wątpliwości, przeszczep był jedynym i ostatecznym ratunkiem.
- Alicja!
Odwróciła się za siebie, dostrzegając jak Maciek podniósł się z piasku, podbiegając do niej. Zatrzymał się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy, ręką obejmując ją w pasie. Przyciągnął gwałtownie do siebie, tak że bezwładne ciało wpadło prosto w jego ramiona, zatracając się w nich bez reszty. Kiedy znowu otulił ją mocno, a ona mogła usłyszeć każde szaleńczo wybijane uderzenia jego serca, przymknęła oczy, by powstrzymać cisnące się nachalnie łzy. Nigdy wcześniej nikomu nie pozwoliła się tak zbliżyć do siebie i dopiero teraz, gdy wszystko wisiało na cienkim włosku, gotowe by prysnąć jak mydlana bańka, zdała sobie sprawę, że to uczucie było dobre. Odsunęła się od niego, zaszklonymi oczami spoglądając na zmartwione oblicze chłopaka.
- Przepraszam – wyszeptała, z trudem poruszając spierzchniętymi i drżącymi wargami. Dłonie Maćka oplotły delikatnie jej szyję, a szczupłe palce subtelnie wodziły po rozpalonej słońcem skórze. Czuła przeszywający dreszcz, który zdawał się przejmować kontrolę nad ciałem, totalnie poddając je we władanie chłopaka. Została tak owładnięta jego bliskością i dotykiem, że była w stanie zrobić wszystko, co tylko by zechciał. Jej powieki mimowolnie opadły i wszystkie zmysły skupiły się wyłącznie na zatrzymującym się na policzkach jego oddechu, gdy ponownie do niej się zbliżył. Zacisnął dłonie na materiale jej koszulki, zmuszając tym samym Alę do spojrzenia na siebie. Zadarła więc lekko głowę, obserwując jak zdecydowanie, ale jednak z wielką delikatnością napierał na nią. Czubek nosa zahaczył o jej policzek, a ciemne tęczówki zniknęły za przymkniętymi powiekami. Miała wrażenie, że zaczynało brakować jej tchu, a świat wokoło wirował jak szalony. Odruchowo uniosła ręce, zaciskając drżące palce na jego nadgarstkach i próbowała odepchnąć go od siebie, jednak było w tym geście tak niewiele siły, że Maciek nawet nie poczuł tego oporu.
- Nie pozwolę ci już odejść – wyszeptał między kolejnym ciężkimi oddechami, na moment otwierając oczy. Przyjrzał się jej z niezwykłą uwagą i kiedy nie dostrzegł żadnego sprzeciwu, ujął dłońmi twarz, składając krótki, delikatny jak muśnięcie motyla pocałunek na policzku.
Zadrżała.
Mimo przymkniętych oczu, wyczuła, że się odsunął, bo momentalnie ciepło bijące od niego znikło. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo już po chwili ponownie żar rozlał się po jej obliczu i kolejny ciepły pocałunek znalazł swoje miejsce na drugim policzku. Nieświadomie zachłysnęła się gorącym powietrzem.
- Ale ja nie mogę ci nic obiecać.
- Nie obiecuj, po prostu bądź, choćby miało to trwać tylko krótką chwilę – odpowiedział z powagą, o którą go wcześniej nie posądzała. Ich spojrzenia na nowo się spotkały i kiedy już nie wypowiadając nawet jednego słowa, skinęła lekko głową i dostrzegła przebłysk uśmiech na jego ustach. I wtedy zupełnie niespodziewanie stało się to, czego się tak bardzo obawiała, ale na co tak długo gdzieś w głębi duszy czekała. Maciek pochylił się nieznacznie i musnął najpierw lewy kącik jej ust, później prawy, by po chwili najdelikatniej jak to było tylko możliwe połączyć się z lekko rozchylonymi wargami dziewczyny. Na początku dotyk był ostrożny, umiarkowany, jakby próbował dać jej jeszcze więcej czasu. Każde muśnięcie niosło ze sobą potężny pokład uczuć, z którymi dotąd nie miała do czynienia i które do tej chwili wywoływały u niej wyłącznie strach i przerażenie. Jednocześnie miała jednak głębokie przekonanie, że to, co właśnie się działo, musiało być dobre, tym bardziej że nie oczekiwał od niej niczego, liczyła się tylko ta jedna chwila. Gdy zorientowała się, że Maciek odchylił się lekko, od razu otworzyła oczy i spojrzała na niego, lekko rozbieganym wzrokiem wędrując po jego rozpromienionej twarzy. Była już gotowa na wypowiedzenie kilku słów, ale chłopak momentalnie zamknął jej usta kolejnym pocałunkiem. Tym razem było inaczej. To zbliżenie było bardziej zdecydowane i zachłanne, przepełnione pasją i namiętnością. Łapczywie pragnął tego, a ona wyraźnie poddała się jego urokowi. Gdy cicho jęknęła w krótkiej ekstazie emocji, wyczuła jak jego usta ułożyły się w uśmiechu, nie zaprzestając przyjemnych pieszczot. Instynktownie podniosła jedną rękę, wsuwając palce w jego miękkie włosy, kiedy po raz kolejny jego słodki pocałunek nią zawładnął.

*

Jej nogi wygodnie spoczywały na desce rozdzielczej maćkowego samochodu. Z rozmarzeniem wymalowanym na przemęczonej twarzy spoglądała przez okno, po raz ostatni żegnając się z nadmorskim krajobrazem, mimo że zmrok okrył już całą okolicę. Przyjechała tu sama, zagubiona we własnym świecie, pozbawiona wszystkiego, a wracała z nową chęcią do stawienia czoła wszelkim przeszkodom, jakie życie dla niej szykowało. Przyjemnie było wiedzieć, że ktoś chciał się o nią zatroszczyć, nie biorąc i nie oczekując w zamian nic. Momentami przyłapywała się na tym, że kiedy tylko przymykała zmęczone powieki, to bała się je otwierać, by cały ten piękny sen nie odfrunął w dal.
- Maciek? – zapytała cicho, a jej słaby głos z trudem przebił się przez warkot i szum samochodowego silnika.
- Mhm? – usłyszała w odpowiedzi, uśmiechając się momentalnie. Tak naprawdę nic od niego nie chciała, pragnęła tylko upewnić się, że wciąż był obok.
- Nie, nic.
Jej radosny ton głosu sprawił, że chłopak odwrócił na moment głowę, spoglądając na nią pytająco. Gdy nadal nic nie mówiła, pochwycił jej dłoń i mocno ją objął, jakby i on się bał, że mogła zaraz tak po prostu zniknąć.
Całą drogę do domu nie wypuścił jej już ze swojego uścisku, nawet kiedy w pewnej chwili jej głowa osunęła się po oparciu, a ona pogrążyła się w głębokim śnie. Z uśmiechem na twarzy.





*****
Będzie mi super miło, jeśli zechcecie wyrazić swoje zdanie w tej mini ankietce, która znajduje się tuż pod rozdziałem! Dziękować :)